Poradniki

DLACZEGO DOKONAŁAM ŚWIADOMEGO WYBORU BY ZAMIESZKAĆ NA KARAIBACH

Wiele osób zadaje mi pytanie dlaczego zostawiłam swoje dotychczasowe, mogłoby się wydawać komfortowe życie i wyprowadziłam się na drugi koniec świata. Bez zagwarantowanej pracy, bez większej znajomości języka francuskiego, mając tylko głowę pełną pomysłów, wiarę we własne siły, jedną walizkę i szczerze dość warszawskiego życia. To przecież brzmi jak jakieś szaleństwo… Może i szaleństwo, ale kto powiedział że jestem normalna? Nigdy nie należałam do osób dla których stabilizacja dawała poczucie bezpieczeństwa i zapewniała szczęście. Wręcz przeciwnie siedzenie w jednym punkcie bez możliwości przemieszczania się z punktu A do punktu B i C  bo praca, bo urlop, bo mieszkanie, bo coś jeszcze innego sprawiało że czułam się jak skazaniec. Bez orzeczonego wyroku odsiadywałam karę 5 lat pozbawienia wolności. Nie chcę zabrzmieć jak smerf maruda, który zawsze jest do wszystkiego negatywnie ustosunkowany i odpowiada: „Ja nie cierpię”. Były miłe momenty w tym czasie takie jak ślub, zakup mieszkania, małe i duże sukcesy zawodowe, ale to były to tylko obietnice lepszego jutra, które nigdy nie nadeszło. Początkowo myślałam, że przesadzam i to tylko moja fanaberia. Wielokrotnie zakasywałam rękawy i powtarzałam sobie „idź dziewczyno przez życie z podniesioną głową”. Starałam się jak mogłam tłumacząc sobie, zobacz ile masz powodów do zadowolenia – jesteś zdrowa (co też było zmieniającym się stanem), masz kochającego męża, wspaniałą rodzinę… bla, bla, bla. Sami wiecie jak trudno wpoić sobie to do głowy kiedy otoczenie i środowisko w którym żyjesz ściąga Cię na samo dno. Uświadomiłam sobie wtedy, że nie chcę by moje życie było wyrywaniem kolejnej kartki z kalendarza i powtarzaniem sobie oby do piątku, a znowu będzie weekend. I tak zmierzając z zawrotną prędkością w stronę próżni swojego życia, gdzie czeka tylko niepewność, postanowiłam wyjechać na Haiti i wziąć rozwód z dotychczasowym życiem. Dla niektórych zabrzmiało to jak średniej klasy film science fiction, a inni utwierdzili się tylko w przekonaniu, że zawsze byłam fantastką i nigdy jak widać z tego nie wyrosłam. Jak bardzo ta podróż zmieniła moje postrzeganie siebie i świata pisałam tutaj. Po moim powrocie nic już nie było takie jak dawnej…

ZRÓB LISTĘ RZECZY, KTÓRE CIĘ UNIESZCZĘŚLIWIAJĄ
Siedząc w samolocie z Paryża do Warszawy, wzięłam kartkę papieru i zaczęłam na trzeźwo, po prawie dwumiesięcznym detoksie od cywilizacji, spisywać na kartce tak zwane „źródła” mojego największego stresu i nieszczęścia. Nadszedł ten moment, kiedy zdobyłam się na odwagę nazwać te rzeczy po imieniu i przypisać im określone miejsce w moim życiu. Spisanie ich było pierwszym krokiem do wprowadzenia pewnych zmian. Drugim krokiem miała być zamiana słów w czyny i radykalne cięcia. I tak pierwszą pozycją na liście zajmowała moja praca. To niestety ona pociągała za sobą szereg mniejszych elementów, które mnie frustrowały i odbierały radość życia. Zaliczały się do nich; prawie półtoragodzinne dojazdy do pracy komunikacją miejską z 4 przesiadkami w niekończącym się korku i odbierającym ostatnie tchnienie tłoku. Nigdy nie mogłam pojąć fenomenu, dlaczego ludzie wchodzą do autobusu skoro widzą, że nie ma gdzie palca wetknąć. ZTM idąc za przykładem Indii powinno zacząć zatrudniać tak zwanych „upychaczy”. Kolejnym punktem z cyklu TOP10 mojego nieszczęścia było wstawanie codziennie o 5 rano, co z perspektywy czasu uważam za niemalże zbrodnie przeciwko ludzkości. Ile to chorób wiąże się z powodu braku snu i chronicznego zmęczenia. Spędzanie 8 godzin przed komputerem przy biurku z jedyną możliwością wyjścia na spacerniak z oznakowaniem „toaleta skręć w prawo” odbierze radość życia nawet największemu twardzielowi. Kolejnym punktem do odstrzału było zaprzestanie oglądania jakichkolwiek informacji i tak zwanych „pudelków” czyli inaczej stron, które niczego wartościowego nie wnoszą do mojego życia. Wiadomość, że pani X kupiła sobie torebkę za 10 tysięcy złotych nie sprawi, że będę mądrzejsza, a już na pewno szczęśliwsza. Przy tym postanowieniu trwam do dzisiejszego dnia, co na pewno wiele osób odbierze jako ignorancję, jeśli na pytanie, a wiesz co się stało w… ? odpowiadam, że nic nie wiem i nie chcę wiedzieć. Dla mnie świat to mój dom, podwórko i otoczenie w którym żyje i to mnie najbardziej interesuje. Dla mnie minęły już czasy kiedy musiałam wykazywać się wiedzą, elokwencją i błyskotliwością na każdy z możliwych tematów. Informacja, że gdzieś dokonano kolejnego ataku terrorystycznego niczego dobrego nie wniesie do mojego życia. Udzielenie jakiejkolwiek pomocy ofiarom z przyczyn technicznych będzie niemożliwe, więc po co tracić energię na analizowanie tej tragedii. Kolejna pozycja na liście to pozbycie się toksycznych ludzi z mojego otoczenia. Jak przystało na dżentelmena w spódnicy z wielu relacji wyszłam w tak zwanym „angielskim stylu”. Tyle były warte te relacje, że wiele z tych osób nie zauważyło nawet mojego zniknięcia.

„NIE ODKRYJESZ NOWYCH LĄDÓW, JEŚLI NIE ZGODZISZ SIĘ NA TO, BY NA DŁUGI CZAS STRACIĆ Z OCZU BRZEG” – ANDRE GIDE

Nie będę czarować i pisać historii w stylu spakowałam walizkę, zamknęłam drzwi i pojechałam w świat. Niestety tak to nie działa i każdy, kto tak twierdzi mija się z prawdą. Dojrzewanie do tej decyzji trwało jakieś pół roku, a proces przygotowywania się do podróży kolejne kilka miesięcy. Każdy z nas ma pewne zobowiązania w miejscu w którym żyje, rodzinę która jest dla niego najważniejsza, przyjaciół czy mieszkanie na kredyt. Taka decyzja wymaga dużej determinacji, a przede wszystkim odwagi, by opuścić swoją strefę komfortu. Pozbycie się i sprzedaż niepotrzebnych rzeczy z mieszkania to również proces długotrwały. No chyba, że ktoś ma garaż by to wszystko tam schować, ja nawet piwnicy nie miałam. Do tego dochodzi załatwianie formalności; paszporty, wizy, ubezpieczenia, tłumaczenia dokumentów i wiele innych papierkowych spraw. Dla większości moich znajomych to, co robimy z moim mężem nie mieściło się w głowie. Wiele z tych osób zapewniało nas, że szybko wrócimy z powrotem z tak zwanym „podkulonym ogonem”. W naszym przypadku był to nasz świadomy i przemyślany wybór. Sama odwaga i podjęcie takiej decyzji jest już aktem zwycięstwa. Wbrew naszym obawom nie ponosimy przecież żadnego ryzyka. Taka podróż niesie ze sobą „ryzyko” nauczenia się nowego języka, poznania nowej kultury, zasmakowania życia w innych warunkach i klimacie, zdobycie nowego cennego doświadczenia. W najgorszym przypadku można wrócić i zacząć życie jako nowi my.

DLACZEGO AKURAT KARAIBY? NIE MOŻNA GDZIEŚ BLIŻEJ…
Ileż to razy słyszałam to pytanie… Otóż mili moi niestety nie, nie można. Tu nie chodzi o te palmy, złociste plaże, lazurową wodę, choć na pewno jest to duży atut, tu chodzi przede wszystkim o ludzi i kulturę. W czym tkwi ta kreolska magia, że tutejsi ludzie przyciągają jak magnes. Jakie stosują czary, że masz ochotę wyjść na ulicę i uśmiechać się do nieznajomych, mówić każdemu dzień dobry i pytać o zdrowie. Tą magiczną miksturą jest aura życzliwości, która sprawia, że masz ochotę być jeszcze lepszym człowiekiem niż jesteś. Tu nikt Cię nie ocenia, nikt nie próbuje Ci zaszkodzić, tu zawsze możesz liczyć na miłe słowo i normalną ludzką serdeczność. Doświadczyłam ze strony tych ludzi wielu miłych gestów takich jak pomoc sąsiada w zaniesieniu ciężkich zakupów do samego domu, czy spóźnienie się do pracy obcego mężczyzny tylko dlatego, że zechciał nas prowadzić przez pół miasta na dworzec autobusowy i dopilnować byśmy wsiedli do autobusu jadącego we właściwym kierunku. Wyobrażam sobie w tym momencie minę kogoś w Warszawie, kto spóźnił się przeze mnie do pracy. Słyszę tą ilość obelg pod moim kierunkiem i tych strasznych myśli, czy by mnie tak przez przypadek nie udusić i nie upozorować ataku alergii wziewnej.
Kolejnym punktem na liście z cyklu dlaczego życie na Karaibach jest stworzone właśnie dla mnie to wartości. Na pierwszym miejscu jest rodzina, a na ostatnim praca. Mieszkańcy Karaibów ściśle przestrzegają zasady „pracujemy żeby żyć” Nikt nie przejmuje się półgodzinnym spóźnieniem do pracy jeśli miał ku temu ważne powody, nikt nie traci czasu na nadgodziny, nie spędza wolnych weekendów w galeriach handlowych czy przed telewizorem. Tu każdą wolną chwilę poświęca się na bycie z rodziną i przyjaciółmi najlepiej na łonie natury. Na Karaibach żyje się bezstresowo, tutaj problemy nie urastają do rangi katastrofy. Wszystkie przeciwności są na spokojnie analizowane i rozwiązywane bo przecież zawsze jest jakieś wyjście albo osoba, która wyciągnie do nas rękę. Nikt się nie nakręca i nie wprowadza nerwowej atmosfery. Dla osób z kategorii tak zwanych „aferzystów i zadymiarzy” to miejsce faktycznie może być dalekie od ideału, gdyż będą miały poczucie ciągłej ignorancji. Dla mnie osobiście to zdrowe podejście do problemów sprawia, że w końcu od wielu lat czuje wewnętrzny spokój i nie wyszukuję na siłę sztucznych problemów.

ZDROWE JEDZENIE
Czytanie etykiet na produktach lokalnych stało się moim hobby. Ileż to radości wywołują we mnie te małe etykietki. Przecież to takie oczywiste, że do wyrobu kruchych ciastek potrzebna jest mąka, masło, jajko i cukier. Więc zastanawiam się dlaczego w produktach dostępnych na naszym polskim rynku kruche ciastka w swoim składzie zawierają tablicę Mendelejewa? Komu ma to służyć bo na pewno nie nam konsumentom. Tutaj mam przynajmniej wybór, biorąc z półki produkty lokalne zdrowe bez ulepszaczy lub kupując importowany „żywieniowy śmietnik”. Gwadelupa słynie z plantacji trzciny cukrowej więc syrop glukozowo – fruktozowy jest dla nich na szczęście obcym pojęciem. Świeże warzywa i soczyste owoce pozbawione chemicznych ulepszaczy są prawdziwą skarbnicą potrzebnych witamin i składników mineralnych. Brak na rynku produktów wysoko przetworzonych, które jak wiemy powodują szereg chorób cywilizacyjnych. Na Gwadelupie produkty oznaczone znakiem BIO są tańsze od produktów z dużo gorszym składem, więc można zaopatrywać się w żywność ekologiczną nie płacąc za to jak za zboże. Świeże ryby i owoce morza oraz dobrej jakości mięso to wszystko znajdziesz na karaibskim stole. Trochę wyobraźni, a można wyczarować naprawdę przepyszne i zdrowe dania.

DARMOWA PIELĘGNACJA NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI
Mieszkając na Karaibach nie potrzebujesz całego stosu malowideł do twarzy, dziesięciu rodzajów balsamów do ciała czy innych pachnideł. Kąpiele w słonej wodzie potrafią naprawdę zdziałać cuda 😉 Słona woda poprawia gładkość, miękkość i elastyczność skóry. Woda morska zawiera podstawowe składniki mineralne, których nasz organizm potrzebuje: sód, magnez, wapń, chlor, fosfor, jod, żelazo, siarkę i bor. To wyjaśnia, dlaczego niektóre dolegliwości skórne mijają po kontakcie z wodą morską. Woda morska łagodzi stany zapalne, oczyszcza skórę i w ten sposób pomaga pozbyć się wyprysków 😉 Przywraca prawidłowe funkcjonowanie gruczołów łojowych, dzięki czemu leczy zarówno suchość jak i przetłuszczanie się skóry. Kolejnym dobrodziejstwem, które odkryłam to peeling z piasku z dna morza. Drobinki muszelek i koralowców doskonale złuszczają martwy naskórek powodując, że skóra jest oczyszczona i delikatna. Dodatkowym bonusem kąpieli morskich jest pozbycie się cellulitu, co od lat było moją zmorą. Próbowałam dosłownie wszystkiego, by pozbyć się tej mało estetycznej ozdoby, niestety bez skutku. Dopiero tutaj po miesiącu pluskania się w wodzie widzę zdecydowaną poprawę. Codzienne wdychanie morskiego powietrza powoduje, że jestem wypoczęta i mam lepszą koncentrację. Do tego włosy i paznokcie rosną mi jak szalone, codziennie patrzę z obawą w lustro, że niedługo będę wyglądać jak kuzyn „Coś” z rodziny Adamsów.

Plusy życia na Karaibach mogłabym wymieniać bez końca. Nie mogę pominąć jeszcze tej cudownej otaczającej mnie przyrody, śpiewu ptaków o poranku, widoku koliberków spijających nektar z kwiatów i wylegujących się w słońcu iguan. Kolorowe egzotyczne kwiaty, fikuśne drzewa i krzewy dające cień, dojrzałe owoce to wszystko sprawia, że na chwilę niczym Alicja, mogę przenieść się do krainy czarów. Nie wiem jak się zakończy ta moja karaibska podróż, życie pisze różne scenariusze, więc nie myślę na razie o przyszłości. Staram się cieszyć każdą chwilą, doceniać to co przynosi mi każdy kolejny dzień. Cieszę się, że po tylu latach życia w mroku odważyłam się zawalczyć o siebie i swoje szczęście. Wierzę, że w sercu każdego z nas drzemie lew, tylko boimy się go obudzić.

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o
Katy
Gość

Bez ściemy, tak jak lubię. Obalasz mity o wariackim wyjeżdżaniu. Nie boisz się przyznać, że nie śledzisz wydarzeń (mniejszych czy większych), co przecież jest obowiązkiem każdego obywatela planety Ziemia. Na aż taką odwagę (czy oderwanie od rzeczywistości) mnie nie stać, może dlatego jestem pod wrażeniem? Tak czy owak, chyba zrobię rachunek sumienia. Ja wyjechałam… przez przypadek. Miało być do pracy, a okazało się ze… do miłości 😅 i tak już od 30 lat. Niczego nie żałuje, gdybym zaczynała wszystko jeszcze raz, postąpiłabym tak samo. Tyle, ze dużo szybciej! 🤪

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Artykuł warty przemyśleń…często nie zdajemy sobie sprawy że szczęście w naszym życiu, jest tak naprawdę tylko i wyłącznie kwestią naszego wyboru i dla każdego jest na wyciągniecie ręki 🙂 Zdaję sobie z tego sprawę, ale gdy przychodzą myśli, plany zamieniać w konkretne czyny i realizacje, to jest już problem i swoje potrzeby odkładam na później. A przecież każdy z nas w pewnym momencie, wpada w codzienną rutynę bo tak jest nam wygodnie. Wszystko robimy z automatu. W końcu jednak dopada nas taki moment kiedy czujemy się rozdrażnieni. Ale nie wiemy dlaczego. Przecież mamy dobrą pracę, fajnych znajomych i cudowną rodzinę.… Czytaj więcej »

Eva
Gość

Bardzo dziękuję za ten artykuł. Szanuję szczerość z jaką napisano o tym co dręczy każdego z nas.
Sama jestem w trakcie przygotowywania się do przeprowadzki na stałe na Karaiby i powyższe słowa tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że podjęłam dobrą decyzję. Pozdrawiam serdecznie

Wojtek
Gość
Wojtek

Przepieknie napisane. Aż przypomniałaś mi, że zapomniałem po co żyję. To co teraz dzieje się w naszym pięknym kraju sprawia, iż bardzo dużo myślę o życiu i tym co dalej. Zakochałem się w curacao. Napisz proszę, czy trudno jest uzyskać zgodę na pobyt stały na Karaibach? Czy wiele jest formalności? Dzięki za pięknego bloga.