Gwadelupa,  Karaiby

DWA OBLICZA BASSE TERRE. KIEDY MIASTO ŚPI BUDZĄ SIĘ UPIORY

Dzisiejszy wpis to historia trudnej miłości, nie do mężczyzny jak mogłoby się wydawać, ale do miasta Basse Terre. W dzień tętni życiem, by po zmroku zapaść w głęboki sen i obudzić skrywane gdzieś głęboko w jej wnętrzu upiory. Pierwszej nocy martwą ciszę przerywa gra na bębnach, dźwięk jest coraz głośniejszy i uruchamia sporych pokładów wyobraźnie. Kto wie jakie rytuały są w tym momencie odprawiane. Czekasz by za chwilę poczuć ten stan odmiennej świadomości zwany potocznie transem. Następny dzień i pierwszy spacer po mieście bez cienia zachwytu i podziwu nad urokami tego miejsca. Moja pierwsza myśl, znów muszę się przestawić, zmienić tempo swojego życia, wrócić do punktu wyjścia. Pomyślałam, że śmierdzi mi tu Warszawą od której uciekłam na drugi koniec świata. Wiecznie gdzieś pędzące i nigdy nie zasypiające miasto, powróciło niczym koszmar minionych lat. Coś mi jednak podpowiadało, że nie powinnam skreślać go tak pochopnie, że przecież taki krajobraz nijak wpisuje się do karaibskiego życia. I pewnego niedzielnego, upalnego popołudnia stało się – miasto umarło, utonęło w ciszy. Co się stało, dlaczego na ulicy nie ma żywego człowieka, samochodu albo chociaż przejeżdżającego roweru. Czy to zbliżająca się apokalipsa albo atak krwiożerczych zombie? Ta błoga cisza i spokój oraz unosząca się w powietrzu zapowiedź przygody, sprawiła że postanowiłam pójść przed siebie gdzie nogi poniosą. To niesamowite jak zmienia się sposób postrzegania miasta, kiedy jesteś z nim sam na sam. Ten sam dom, ta sama ulica odkrywają przed tobą nowe oblicze, wywołując wrażenie że widzisz to po raz pierwszy. Każdego dnia odkrywam w tym mieście rzeczy, które mnie oczarowują i intrygują. To miasto ma swój niepowtarzalny klimat, ale musisz dać mu szansę i cierpliwie zaglądać w każdą najmniejszą uliczkę.

Początki fascynacji miastem bywają trudne, masz czasem wrażenie, że patrzysz przez dziurkę od klucza, próbując za wszelką cenę znaleźć w nim coś interesującego. Miasto z jednej strony szpecą zapuszczone, obskurne i odrapane domy, łuszcząca się farba, odpadający tynk czy wszechobecne graffiti na ścianach oraz zniszczone okna, które nie patrzą na nas przyjaznym wzrokiem. Z drugiej strony pojawiają się w oddali tonące w kwiatach małe domki pośród tropikalnego ogrodu. Patrząc na nie masz ochotę usiąść na werandzie i złapać trochę karaibskiego słońca. Basse Terre to dwa światy w jednym miejscu – taka trochę piękna i bestia. Raz jest brzydkie, odrażające, budzące strach, by za chwilę oczarować Cię swym pięknem. Chciałabym pokazać te karaibskie skrajności, zabierając Was na niedzielny spacer pustymi uliczkami stolicy Gwadelupy. Pokażę Wam miejsca, których na próżno szukać w przewodnikach. Odkryję przed Wami brzydotę, a zarazem piękno tego miasta, w którym można się zatracić. Mam nadzieję, że macie ochotę na chwileczkę zapomnienia…

ARCHITEKTURA NA DZIEŃ DOBRY

Nasz spacer zaczynamy od najbardziej zachwycających elementów krajobrazu miasta czyli domków. Wspominałam już w jednym z moich artykułów, że jestem zauroczona architekturą kolonialną na Gwadelupie, możecie przeczytać o tym tutaj. Małe kreolskie chatki to domki z moich marzeń, dlatego nie mogę przejść koło nich obojętnie. Jaskrawa kolorystyka i ukwiecony tropikalny ogród w którym możesz napić się porannej kawy i posłuchać śpiewu ptaków. Nie spotkasz tu dwóch takich samych domów, ogrodów czy koloru elewacji. Każdy dom jest wyjątkowy bo ma swój niepowtarzalny charakter. Jeśli tak jak ja jesteś amatorem architektury kolonialnej, to na pewno nie będziesz zawiedziony.

Upajając się pięknem zabytkowych domów nie mogę pominąć dwóch architektonicznych gwadelupskich perełek.  Koniecznie musicie zobaczyć The Coquille House (Dom Muszla) zbudowany w 1870 roku. Co jest niezwykłego w tym domu, że warto poświęcić 5 minutowy spacer by go zobaczyć. Otóż jego wyjątkowość tkwi w jego kształcie bo przypomina literę L. Dwie części połączone są ze sobą schodami, balkonem z balustradą. W budynku gospodarczym można zobaczyć olbrzymie drewniane koło ze starodawnej dorożki. Dom jest wpisany na listę zabytków, obecnie w prywatnych rękach.

 

Kolejnym zabytkowym domem o którym muszę wspomnieć jest Chapp House, uznany za jeden z piękniejszych domów w Basse Terre. Budynek został wybudowany przez dwóch kupców w 1782 i był symbolem bogatego stylu życia ówczesnej elity kupieckiej. Dom jest zbudowany z kamienia lawy wulkanicznej z kutymi balkonami. Obecnie dom jest restaurowany, ale udało mi się znaleźć szczelinę by zrobić dla Was zdjęcie.

Żeby było trochę strasznie to koniecznie musicie przejść się wąską uliczką o nazwie Passage de Cicéron. To jedna z pierwszych ulic Basse Terre na której mieściły się sklepy handlowe i restauracje. Swoją nazwę zawdzięcza Adolphe Cicéron senatorowi Gwadelupy. Osoby z klaustrofobią mogą czuć się nieswojo.

OGRÓD BOTANICZNY PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

Jest to miejsce, co do którego mam mieszane uczucia i nie wiem czy mam Wam go polecać czy nie. Mowa o Jardin Botanique czyli ogrodzie botanicznym. Kiedy weszłam przez bramę ogrodu wszystko wydało mi się takie szare, nijakie, zaniedbane i opuszczone. Zardzewiałe tabliczki, kamienne ławki, gdzieniegdzie ziemia porośnięta zieloną trawą i niepielęgnowane nadłamane drzewa. Kiedy spacerowałam pustymi alejkami miałam wrażenia jakby ogród zapadł w zimowy sen. Postanowiłam jednak dać mu szansę i odnaleźć ukryte w nim piękno. Z uporem szukałam krzewów ogrodzonych owocami i kwiatami, fotografowałam każdy kwiatek i liść, który napełniał życiem to miejsce. Kiedy wróciłam do domu i zaczęłam przeglądać zdjęcia, ogród jakby ożył. Z mrocznego miejsca przeistoczył się w uroczy zakątek, bajkowy i magiczny. Zobaczcie sami!

PIĘKNA I BESTIA CZYLI BASSE TERRE W MOIM OBIEKTYWIE

Do miejsc, które niewątpliwie zaliczają się do grona piękniejszych to nadmorska promenada, ciągnąca się aż do pobliskiego miasteczka Baillif. Spacery po promenadzie przynoszą chwilę wytchnienia od upałów, są też okazją do znalezienie przepięknych muszli, co możecie podziwiać na zdjęciu poniżej.   Nadmorskie powietrze, kojący powiew wiatru i szum fal to idealne warunki do tego by na chwilę się zatrzymać i przemyśleć wiele spraw. To właśnie podczas spacerów po tej promenadzie rodziły się w mojej głownie pomysły na artykuły, które właśnie czytacie.

Teraz kolej na architektoniczne „dziwolągi”. Obdrapany tynk, malowidła ukazujące morskie zwierzęta, wyobraźnia autora niewątpliwie trochę go poniosła. Za każdym razem kiedy przyglądam się tym malunkom zastanawiam się co dokładnie przedstawia dany obrazek, za nic nie mogę dojść co to jest.

Kiedy patrzę na ten dom przychodzi mi tylko jedna myśl „Pasuje tu jak kwiatek do kożucha” Czy ten dom nie przypomina Wam naszego starodawnego górskiego pensjonatu? Mi bardzo i od razu czuje się w jak w naszych polskich górach. A może faktycznie to ślad po naszych góralach?

MIASTO DUCHÓW W DZIEŃ ŚWIĄTECZNY

Jeśli wybieram się na spacer po mieście to właśnie w niedzielę, kiedy na ulicach nie ma żywego ducha. Pierwszy raz czułam się niepewnie, byłam trochę zdezorientowana i zaskoczona dlaczego nie ma ludzi. Gdzie się wszyscy podziali? Za drugim razem zaczęło mi się to podobać, każdy budynek każda napotkana żywa istota zabiegały o moją uwagę. Dopiero wtedy mogłam wszystko zobaczyć wyraźniej bo miasto chyliło się do moich stóp. A o to efekt moich niedzielnych spacerów, czy ta pustka nie jest cudowna?

To jedyny zombie, którego spotkałam spacerując po wymarłym mieście czyli mój mąż 😉 Nie martwcie się zdjęcie udostępniam za jego przyzwoleniem.

Atak tego jakże krwiożerczego zombie przeżyłam bez większego uszczerbku na zdrowiu 😉 dlatego mogę podzielić się z Wami moimi spostrzeżniami. Przechądząc do puenty, chcę Wam powiedzieć, że miłość do tego miasta dojrzewa we mnie powoli. Trzeba je poznać, odkrywać każdego dnia po trochu. Przyszedł moment kiedy przespacerowałam każdą uliczkę tego miasta, zasmakowałam ten klimat i już wiem o nim prawie wszystko. Wiem, że czasem pod powierzchnią zewnętrznej brzydoty, ukryte jest prawdziwe piękno. Mam nadzieję, że udało mi się uchwycić niepowtarzalny intrygujący charakter tego miasta. Co warto jeszcze zwiedzić, gdzie zjeść i jakie atrakcje czekają na was w stolicy Gwadelupy będziecie mogli przeczytać w moim e-booku, który już wkrótce pojawi się na moim blogu.

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o
Hamak Life
Gość

To jest miasto, w którym mieszkasz? Zapowiada się ciekawy blog 🙂 Chciałam subskrybować, ale nie ma gdzie…:/

Marianna
Gość

Chyba zyskałaś nowego wiernego czytelnika. Oby tak dalej!

Zastrzyk inspiracji
Gość

Ależ piękne i klimatyczne miejsce! Można się zakochać od pierwszego wejrzenia 🙂 Pozdrawiam ciepło, Karolina