Haiti,  Karaiby

HAITAŃSKIE TARGOWISKO RÓŻNOŚCI

Jeśli chcesz poznać kulturę danego kraju, obyczaje i kuchnię to koniecznie wybierz się na targowisko. Tylko tu dostaniesz lokalne produkty, porozmawiasz z ludźmi i dowiesz się wielu przydatnych do życia w danym miejscu informacji. Jest kilka rzeczy na mojej liście, które w życiu zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Należy do nich między innymi wizyta na targowisku w La Valee na Haiti. W każdy piątek do La Valee zjeżdżają się ludzie z całej okolicy, by kupić bądź sprzedać wszystko, co tylko się tylko da spieniężyć. Od wczesnej godziny porannej widać podążające w stronę targu tłumy ludzi. Mężczyzn, prowadzących na sprzedaż zwierzęta oraz kobiety, niosące w miskach na głowie cały swój kramik. Piątkowy targ jest najważniejszym wydarzeniem z całego tygodnia. To tu mieszkańcy mogą zrobić zaopatrzenie spożywcze na cały tydzień, kupić przybory toaletowe, sprzęt gospodarstwa domowego oraz różne medykamenty. Łatwo się zgubić, wszędzie słychać gwar, muzykę, krzyki, handlarze zachwalają towar przez megafony, kobiety śpiewająco reklamują świeże ryby i soczyste cytrusy. Kupcy siedzą wzdłuż drogi albo ciągną się z całym zaopatrzeniem na targowisko. W powietrzu unosi się zapach jedzenia, kobiety wyjmują z toreb żeliwne garnki owinięte w szmatkę, w których przywiozły przygotowany wcześniej posiłek. W pierwszej chwili nie wiem co się dzieje i gdzie jestem, czy to oby na pewno to miejsce o którym trąbią wszyscy? Przecież to jakiś cyrk na kółkach, a ja jak ta małpa, skaczę pomiędzy tymi stolikami.

Wchodzę w boczną alejkę prowadzona przez zapach spalonej skóry, próbując wzrokiem zlokalizować skąd dochodzi ta niemiła woń. Podchodzę kilka kroków dalej i mój wzrok zatrzymuje się pod betonowym płotem, gdzie mężczyźni opalają w słomie zabitą świnię. Odwracam pośpiesznie wzrok od tego obrazu i trafiam chyba na jeszcze gorszy widok. Na drewnianym stole leży zabita koza gotowa do czyszczenia i rozbioru i patrzy na mnie tymi martwymi oczami. Kręcę się wokół własnej osi, szukając przyjemniejszego widoku i trafiam na sąsiedni stolik, przy którym kobieta sprzedaje kawałki już rozebranego mięsa. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie ta spływająca ze stolika krew. Wiem myślicie sobie, że mogłam darować sobie te krwawe opisy. Jednak nie mogę tego pominąć, bo to jest właśnie Haiti, naturalizm w pełnym wydaniu. Jestem typowym mieszczuchem i nigdy na własne oczy nie widziałam w jaki sposób odbywa się proces świniobicia. Będąc na targu po raz drugi trafiłam akurat na to „wydarzenie” i pozostanie mi ono w pamięci do końca życia. Widziałam wszystko od samego początku do końca. Od uderzenia i ogłuszenia świni, spuszczenie krwi, opalania i rozbioru mięsa. Może pomyślicie sobie, że jestem potworem bo nie zareagowałam, nie stanęłam z transparentem pod murem w obronie tej biednej świnki. Muszę Was w takim razie rozczarować, za malutki ze mnie człowieczek, by ingerować w prawa natury. Tak jest tam ułożony świat, gdyby nie te zwierzęta ludzie umarliby z głodu. Zjedzenie mięsa jest wielkim świętem i pewnego rodzaju darem. Myślę, że jednak większym aktem barbarzyństwa byłoby zamykanie tych zwierząt w klatce i faszerowanie ich antybiotykami. A tak żyje sobie zwierzątko swobodnie i szczęśliwie. Haiti przypomina trochę XIX wieczną polską wieś na wzór Chłopów Reymonta. Wszystko ma tu swój porządek i rządzi się własnymi prawami. Jesteście ciekawi jak wyglądała moja wizyta na targu? Poniższe obrazy przeznaczone są dla osób o mocnych nerwach.

JAKIE PRODUKTY KUPIMY NA TARGU

Jedzenie jest ludziom potrzebne do tego, by zaspokoić głód i przeżyć. Ta prosta zasada wyznawana jest wśród mieszkańców Haiti. Jedzenie, które przygotowują jest proste, ale bardzo pożywne i wartościowe. Nikt nie dba o to, by posiłek był pięknie podany, chodzi przede wszystkim o to by był pełnowartościowy i zdrowy. Podstawą diety jest oczywiście, ryż, kasza, semolina, makaron, bataty, jam, ziemniaki, maniok i warzywa strączkowe fasola, kukurydza, groszek. Te wszystkie produkty można dostać na każdym większym stoisku. Z warzyw możemy kupić marchew, bakłażana, buraki, cebulę, czosnek. W odróżnieniu do Gwadelupy, Haiti nie jest rajem owocowym. Oferta jest dość uboga jak na ten klimat, ale na pewno znajdziecie limonki, pomarańcze, banany, kokosa. Targ jest również jedynym miejscem w którym można dostać świeże mięso i ryby. Na próżno jest szukać sklepów mięsnych w których pani poda Ci pięknie i sterylnie zapakowaną wołowinkę. Najlepsze mięsko to właśnie to prosto z kartonika i brudnego stoliczka z zaznaczeniem, że wszyscy żyjemy i nikt nie choruje.

Oprócz świeżych warzyw i owoców, ryb i mięsa na targu sprzedawane są podstawowe kosmetyki takie jak mydło, pasta do zębów i szampon. Czasem jak się komuś poszczęści to może znaleźć balsam do ciała lub oliwkę. Na pewno dostaniecie produkty w puszkach; mleko sojowe skondensowane oraz rybę, olej do smażenia w dużych 5-cio litrowych baniakach i ocet w plastikowej butelce, mąkę na wagę czy jajka. Będąc na haitańskim targu koniecznie kupcie przyprawy takie jak laskę cynamonu, goździki, anyż czy esencje waniliową. Tego nie może zabraknąć w żadnym domu. Jeśli macie ochotę spróbować lokalnej kawy to na pewno zdziwi Was jej kolor. W ofercie dostępna jest tylko kawa o zielonych ziarnach, którą trzeba samodzielnie wypalić i zmielić w specjalnie przeznaczonym do tego moździerzu. Trzeba mieć niezłą krzepę w rękach żeby tego dokonać. Jeśli planujecie dłuższy pobyt można zamówić u sprzedawczyni już zmieloną kawę, wtedy musicie liczyć się z dodatkową opłatą. Osobiście jestem w stanie za tą kawę zapłacić wszystkie pieniądze. Jakie to szczęście, że mogę delektować się jej smakiem każdego dnia.

KOBITKI IDZIEMY NA SHOPPING

Na Haiti nie znajdziecie modnych butików z zachodnimi ubraniami, a tym bardziej popularnych sieciówek. No może w Port au Prince trafią się jakieś butiki z zachodnimi markami. Zwykli ludzie ubierają się na targu, czyli po naszemu na tak zwanych bazarach. Oferta co prawda nie jest powalająca na łopatki, ale coś praktycznego zawsze można znaleźć. Handlujący odzieżą zazwyczaj dostaje towar od kogoś z rodziny mieszkającej w USA. Musicie wiedziesz, że jest to towar z tak zwanych second handów. Znajdziecie tam głównie t-shirty, jeansy, sukienki czyli wszystko to na co jest największy zbyt. Jeśli któraś z Was ma fioła na punkcie butów na pewno znajdzie coś dla siebie w tej stercie 😉

CO ILE KOSZTUJE

Ceny to dosyć skomplikowana sprawa, ponieważ uzależnione są one od tego kto płaci. Przez cały swój pobyt miałam poczucie, że przepłacam. Mieszkając u rodziny miałam zagwarantowane wyżywienie, więc nie gotowałam sama i nie kupowałam produktów. Same zakupy były jednak nie lada wyzwaniem, ponieważ negocjacje handlowe zajmowały czasem kilkanaście minut. Zdarza się, że trzeba wracać do tego samego miejsca 3 razy z nadzieją, że handlujący zmieni zdanie co do ceny. Zaopatrywanie się na targu jest najtańszą opcją, a jeszcze tańszą znalezienie kogoś, kto dostarczy Ci świeże produkty pod same drzwi. Takie praktyki spotkałam mieszkając w Port au Prince. Lokalne warzywa i owoce są naprawdę bardzo tanie, mięso w zależności od rodzaju kosztuje od 10-15 dolarów za kg. Lokalne słodycze i przekąski w porównaniu z importowanymi z USA są smaczniejsze i tańsze. Małe herbatniki pakowane po 6 sztuk kosztują około 30 centów, chrupki kukurydziane około 50 centów. Dla porównania snickers w markecie kosztuje 2 dolary. Ceny są naprawdę zróżnicowane jednego dnia płacisz za produkt 2 dolary, a innego 2,50. Sami mieszkańcy też nie byli w stanie mi określić cen, ponieważ za każdym razem płacą inną kwotę. Zawsze trzeba się targować, ponieważ pierwsza kwota może być zbyt wygórowana. Na zakończenie mam dla Was nagranie petardę, prosto z targu. Udało mi się uchwycić coś bardzo zabawnego, co pokazuje, że Haitańczycy to bardzo wesoły naród. Przepraszam Was za jakość, ale nagrywałam film z ukrycia ze względów bezpieczeństwa. Nigdy nie wiesz kto stoi za twoimi plecami. Cierpliwie poczekajcie na końcówkę filmu, a nie będziecie żałować.

Prev 1 of 1 Next
Prev 1 of 1 Next

Życzę Wam moi mili, obyście równie szczęśliwi i zadowoleni wracali z cotygodniowych zakupów, jak ta kobitka.

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o
Marta - Podróże od kuchni
Gość

Jeszcze nie była na takim targowisku. Zdarzało mi się widzieć różne sceny, np. na targowisku w Kambodży, ale ćwiartowanie zwierząt na oczach ludzi to już naprawdę ciężki kaliber…

Globfoterka
Gość

Byłam na wielu egzotycznych targach, ale na takim, gdzie zabijano zwierzęta na szczęście nie. Uciekłabym stamtąd jak najszybciej. Już wiszące mięso w Maroku sprawiło, że przez cały wyjazd nie tknęłam niczego mięsnego i w ogóle unikałam patrzenia w tym kierunku. Zgadzam się, że na targach doskonale widać lokalny koloryt.

Angrywaldeuszek
Gość

Nie ma co inny świat… Super relacja