JAK ZAOSZCZĘDZIĆ NA PODRÓŻE?

Jak oszczędzać by móc cieszyć się podróżowaniem i poznawaniem nowych zakątków? To pytanie chyba zadaje sobie każdy z nas i szuka możliwości, by odłożyć chociaż niewielką sumę. Co zrobić i z czego zrezygnować, by stać nas było na krótkie i długie wypady za miasto czy egzotyczne podróże. Sposobów jest bardzo wiele i wcale nie trzeba zarabiać ponad średnią krajową. Wystarczy dobra organizacja naszego budżetu i kontrola wydatków, by cieszyć się dalekimi wojażami.

Ci, którzy mnie znają, wiedzą że jestem mistrzem oszczędzania i racjonalnego planowania wydatków. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się, by zabrakło mi pieniędzy. Nawet gdy jako studentka, zarabiając grosze na kelnerowaniu, byłam w stanie z pensji tysiąca dwustu złotych opłacić mieszkanie, kupić jedzenie, mieć na rozrywki i jeszcze odłożyć na wakacyjne wypady. W jaki sposób udało mi się tego dokonać? Otóż mam kilka prostych i sprawdzonych trików, które nigdy mnie nie zawiodły.

Systematyczność czyli grosz do grosza, a będzie podróż!

Cokolwiek byśmy w życiu nie robili i do czego byśmy nie dążyli, to najważniejsza w życiu jest systematyczność. Musimy w sobie wyrobić nawyk odkładania pewnej kwoty w każdym miesiącu, bez względu na to ile zarobiliśmy. Zasada, którą się kieruję to czysta matematyka i wartości 30/ 40/ 30, gdzie 30% mojej pensji stanowi mieszkanie i rachunki, 40% życie i rozrywki, 30% idzie na oszczędności.  Rozrywki to wszystkie wyjścia do restauracji, książki, ubrania, rozrywki związane z kulturą takie jak muzeum, kino, teatr.

Niestety nasz naród ma tendencję do życia pod hasłem zastaw się, a postaw się. Kupujemy rzeczy na raty, bo dają przecież 0% to trzeba korzystać, bierzemy samochody na kredyt, w każdym banku mamy po kilka kart kredytowych, ogólnie rzecz biorąc to żyjemy na kredyt. Ja osobiście wyznaję zasadę, jeśli mnie nie stać kupić czegoś za gotówkę to po prostu tego nie kupuję. Czy naprawdę zakup nowego telewizora czy robota kuchennego sprawi, że będę szczęśliwsza? Na pewno nie…Bardziej uszczęśliwią mnie oszczędności, które mogą być zabezpieczeniem w razie nieoczekiwanych zdarzeń lub inwestycją na przyszłość.

Oszczędzanie pieniędzy na „pseudo” przyjemnościach

Nasze małe przyjemności typu kawka na wynos ze Starbruks 15 zł, pączek w drodze do pracy od Blikle 3,50 zł, jedzenie na mieście 15 – 20zł czy inne drobiazgi to prawdziwi pożeracze pieniędzy. Te wszystkie „pseudo” przyjemności można zastąpić tańszą alternatywą i zaoszczędzić naprawdę przyzwoitą sumę.

Pyszną kawę z pianką i syropem smakowym można przygotować sobie w domu  i zabrać ze sobą w kubku termicznym. Koszt zakupu opakowania dobrej kawy marki Starbruks w ziarnach to około 70 zł. Zamiast pączka za 3,5 zł można sobie wrzucić do pudełeczka zdrowszą przekąskę w postaci garści orzechów czy suszonych owoców. Jedzenie na mieście 15 – 20zł można zastąpić posiłkiem przygotowanym w domu na przykład zdrową sałatką czy kanapką, koszt max 5 -10zł. . 

  • Kawa Starbruks 340 g to koszt 69 zł
  • Syrop smakowy 250 ml 18 zł na miesiąc
  • Mleko 0,5 litra 2 zł ( 6 opakowań w miesiącu 12 zł )
  • Mieszanka studencka kg 25zł ( 100g ) przekąska kosztuje nas 2,5 zł

Taka zamiana przyniesie nam dziennie nawet 25 zł oszczędności, co na przestrzeni miesiąca da nam około 500 zł, czyli jeden weekend za miastem.

Wiadomo, że od jednego obiadu na mieście czy kawy nie zbankrutujemy i nie zrujnujemy naszego budżetu, ale pamiętajmy że we wszystkim należy znaleźć umiar. Oszczędzanie nie jest jednoznaczne z gorszą jakością życia. Musimy po prostu wyznaczyć sobie pewne priorytety i odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę nas uszczęśliwi? Czy kolejna para butów, czy może oszczędności, które będziemy mogli wydać na realizację marzeń.

Jedzenie i zakupy

Polacy rocznie marnują 235 kg żywności na osobę, a w przeliczeniu na  statystycznego mieszkańca, znajdujemy się na piątym miejscu w UE. Nie da się ukryć, że kupujemy więcej niż jesteśmy w stanie zjeść. Supermarkety kuszą nas niskimi cenami, okazjami i promocjami, że bez zastanowienia pakujemy wszystko do koszyków. Zasadą, którą się kieruję to kupuję tylko to, co jestem w stanie zjeść w ciągu max dwóch dni i to co na daną chwilę jest mi potrzebne. Nie kupuję zapasów mąki na sto lat, tylko dlatego że jest w promocji czy zgrzewki jogurtów, które są przecenione o 50%, ze względu na krótką datę przydatności.

Kolejną ważną kwestią jest to, co kupuję? Mam to szczęście, że jestem zupożercą, uwielbiam każdą zupę i stanowią one mój główny posiłek każdego dnia. Gotowanie zup na kilka dni jest naprawdę dużą oszczędnością czasu i pieniędzy. Koszt porcji zupy jest naprawdę niewielki, a może stanowić pełnowartościowy posiłek, o ile dodamy do niej białko pochodzenia roślinnego. Kolejnym moim faworytem są sałatki na bazie świeżych warzyw i owoców. Koszt zrobienia takiej sałatki jest niewielki w porównaniu z wyszukanymi daniami. Na śniadanie zazwyczaj piję zdrowe koktajle na bazie warzyw i owoców, albo jem jakiś owoc z jogurtem naturalnym lub kefirem.

Tak naprawdę, to 60% moich zakupów stanowią warzywa i owoce, 20% nabiał, kolejne 20% to mięso czy pieczywo. Nie jestem fanką mięsa i nie potrzebuję jeść go za często. Wolę kupić droższe, ekologiczne mięso raz w miesiącu, niż pakować w siebie śmierdzący mięsopodobny wytwór z supermarketu. Podobnie jest z pieczywem, wolę kupić ciemny chleb na zakwasie z ziarnami raz w tygodniu, niż plastikowe bułki z dyskontów. Kiedy mieszkałam w Polsce miesięcznie wydawaliśmy na jedzenie około 600zł na dwie osoby, dzięki czemu więcej mogliśmy przeznaczyć na rozrywki. Mieszkając na Karaibach miesięcznie wydawaliśmy około 400 euro na dwie osoby, co na karaibskie warunki jest całkiem niezłą kwotą. 

Kosmetyki i ich naturalne zamienniki

Nie jestem fanką mazideł i sztucznych upiększaczy. Nie używam balsamów, drogich kremów, żeli pod prysznic, odżywek do włosów i tym podobnych. Cenię sobie kobiecą naturalność i zdrowie mojej skóry, więc wybieram tylko naturalne produkty. My kobiety nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak toksyczne mogą być produkty kosmetyczne, które używamy na co dzień. Sama na własnej skórze w dosłownym tego słowa znaczeniu, przekonałam się jak znacząco poprawił się wygląd mojej skóry odkąd przestałam używać sztucznych kosmetyków, a zastąpiłam je naturalnymi zamiennikami.

Dzięki podróżom i życiu na Karaibach odkryłam sekrety piękna ukryte w naturze i cudowną moc olejów. Balsam do ciała zastąpiłam olejem z monoi, który nie tylko pięknie pachnie, ale ma również cudowne właściwości pielęgnacyjne i nawilżające. Krem do twarzy zastąpiłam olejem z moringi, który jest skuteczniejszą alternatywną dla kremów nawilżających i przeciwzmarszczkowych. Zamiast żelu pod prysznic używam mydła marsylskiego, a zamiast szamponu szarego mydła, które jako jedyne nie powoduje u mnie łupieżu. Antyperspirant zastąpiłam olejem kokosowym połączonym z sodą oczyszczoną i olejkiem z gardenii lub jaśminu.  Jednorazowe maszynki do golenia zastąpiłam metalową maszynką, taką jak mieli nasi dziadkowie oraz pastą cukrową, którą przyrządzam sama na bazie cukru i cytryny. Kolorowe kosmetyki zastąpiłam pigmentami mineralnymi, które nie zawierają barwników, konserwantów, a do tego mają bardziej intensywniejszy odcień, przez co potrzebujemy go dużo mniej. Mój budżet na kosmetyki jest naprawdę niewielki. Rocznie na kosmetyki pielęgnacyjne wydaję:

  • 100 ml oleju z moringi 40 zł
  • 100 ml olej z monoi 30 zł 2 buteleczki 60 zł
  • mydło marsylskie 6 kostek 50 zł
  • szare mydło 2 kostki 6 zł
  • olej kokosowy 1 L 50 zł
  • olejek eteryczny gardenia, jaśmin 20 zł
  • soda oczyszczona 5 kg 16 zł
  • pigment mineralny 6 zł dwa rodzaje 12 zł
  • żyletki 100 sztuk 15 zł

Całkowity koszt 269 zł rocznie, to tyle co markowy tusz do rzęs. 😉 Miesięczny koszt zakupu kosmetyków wynosi zatem 22 zł. Za tą kwotę można co najwyżej kupić w drogerii tanią wersję żelu pod prysznic i szamponu. Wybór naturalnych alternatyw nie pozostaje już tylko kwestią oszczędzania, ale również zdrowia naszej skóry.

Środki czystości i środki higieniczne

Kiedy mieszkaliśmy na pustyni Sonora w Arizonie, poznaliśmy fanów ekologicznego trybu życia. To oni pokazali nam, że drogie środki chemiczne można zastąpić sodą oczyszczoną i octem, a płyn do prania i mycia naczyń zwykłym naturalnym mydłem w płynie. Koszt litrowej butelki octu to całe 2 zł na trzy miesiące, co rocznie kosztuje nas około 8 zł. Soda oczyszczona 5 kg na dwa miesiące to 16 zł rocznie 100 zł. Olejek eteryczny pomarańczowy 10 zł na rok. Mydło naturalne w płynie 4 butelki litrowe na rok to około 100 zł. Rocznie na środki czystości wydaje około 220 zł. Tyle kosztuje zakup drogich środków czystości raz na trzy miesiące. Do czyszczenia czy wycierania używam tylko szydełkowych ściereczek, które regularnie piorę w temperaturze 90 stopni i używam ich przez lata, ponieważ są bardzo wytrzymałe. Ściereczki te odkryłam w Danii w sklepie z antykami i kosztują mnie 20 zł za trzy sztuki.

Na środkach higienicznych takich jak płatki do demakijażu czy podpaski, też można zaoszczędzić przyzwoitą kwotę. Zwykłe jednorazowe płatki do demakijażu zastąpiłam organiczną bambusową wersją wielokrotnego użytku. Takie płatki możemy prać i używać wielokrotnie. Koszt takich płatków za 12 sztuk to około 50 zł. Zamiast podpasek, które regularnie wywoływały u mnie alergię, używam kubeczków menstruacyjnych. Nie muszę pamiętać o ich zakupie, ponieważ zawsze są w łazience gotowe do użycia. Jeśli nie jesteś fanką kubeczków, to zwykłe podpaski możesz zastąpić wielorazowymi podpaskami lub wielorazowymi wkładkami higienicznymi, wykonanymi z wysokiej jakości materiałów. W przypadku wielorazowych, przyjaznych dla środowiska alternatyw koszt zakupu ponosisz raz do roku. Na rynku możemy znaleźć wiele produktów, którymi można zastąpić jednorazowe plastikowe rzeczy. Warto jest kupić dobry produkt raz na dłuższy czas, niż zaśmiecać środowisko jednorazowym badziewiem.

Sposoby na tanie mieszkanie

Podróżowanie kompletnie zmieniło mój sposób myślenia w kwestii mieszkania. Kiedyś niewyobrażalnym było dla mnie dzielenie się z kimś obcym przestrzenią mieszkalną. Po studiach nie marzyłam ze swoim mężem o niczym innym, jak zamieszkać we własnym samodzielnym mieszkaniu. Dziś po wielu latach życia na swoim, swój własny apartament zamieniliśmy na dzielenie mieszkania z kimś innym.

Koszty wynajęcia mieszkania są beznadziejnie wysokie. Wszystkie opłaty, które ponosiliśmy, nijak nie mieściły się w mojej złotej zasadzie, 30/ 40/ 30 o której pisałam powyżej.  Zakup własnego mieszkania z częściowym kredytem i tak nie załatwił sprawy, w dalszym ciągu ten koszt był jak dla mnie zbyt wysoki. Doskonałym rozwiązaniem okazało się wyruszenie w podróż i wynajęcie naszego mieszkania, dzięki czemu pozbyliśmy się miesięcznych wysokich kosztów. Podróżując korzystaliśmy z wielu pomysłów niskobudżetowego mieszkania, wszystkie okazały się strzałem w dziesiątkę. Najwięcej na mieszkanie wydaliśmy na Gwadelupie, ponieważ dopiero stawialiśmy pierwsze kroki jako globtroterzy i nie do końca znaliśmy wszystkie dostępne nam możliwości. W ciągu 17 miesięcznej podróży na mieszkanie plus rachunki wydaliśmy:

  • Gwadelupa 7 miesięcy 14.500 zł
  • USA 5 miesięcy 300 zł
  • Dania 5 miesięcy 2.500 zł

W Polsce koszt miesięczny utrzymania mieszkania i rachunków wynosił 1600 zł przy własnym mieszkaniu pod Warszawą, 1900zł wynajmując kawalerkę w Warszawie na Gocławiu.  Reasumując wychodzi na to, że podczas podróży koszty utrzymaniu są dużo niższe, niż mieszkając stacjonarnie w jednym miejscu.

Zatem w jaki sposób zmniejszyć koszt mieszkania? Jeśli macie swoje mieszkanie to idealnym rozwiązaniem jest krótkoterminowe wynajęcie pokoju. Może to być najem krótkoterminowy na AirBnb, zawsze tych kilka stówek miesięcznie może zasilić twój budżet. Jeśli nie posiadacie własnego mieszkania to warto jest poszukać mieszkania w domu jednorodzinnym z oddzielnym wejściem. Takie rozwiązanie jest tańsze niż kawalerka lub samodzielne mieszkanie. Kolejną opcją jest dzielenie mieszkanie z innymi ludźmi, co znacznie zmniejszy koszt wynajęcia całego mieszkania. Życie pod jednym dachem ma swoje plusy o czym pisałam tutaj.

Jeśli możesz pozwolić sobie na podróżowanie to warto jest wykazać się kreatywnością i mieć pomysł na siebie. Możemy skorzystać ze wspólnego wynajęcia domu i przestrzeni coworking, popularnej wśród cyfrowych nomadów. Za grosze można wynająć willę z basenem w Tajlandii czy innych egzotycznych miejscach. Chętnych do wspólnego dzielenia mieszkania warto poszukać na Facebooku w grupach tematycznych.

Warto jest szukać okazji  i zniżek na AirBnb. Pamiętajmy, że przy miesięcznym najmie mieszkania lub apartamentu możemy liczyć na zniżkę nawet do 60 %. Warto jest napisać do właściciela z pytaniem czy oferuję zniżkę przy długoterminowych pobytach. Trafienie super okazji jest możliwe tym bardziej poza sezonem, kiedy właściciele mają świadomość zastoju w biznesie.

Kolejnym pomysłem, który również sprawdziliśmy i korzystaliśmy z niego głównie w USA, była opieka nad zwierzętami w zamian za nieodpłatne mieszkanie. Często zdarza się, że ludzie jadąc na wczasy nie mają z kim zostawić swoich czworonogów. Wtedy potrzebują kogoś godnego zaufania, kto przez tydzień lub dwa mógłby wprowadzić się do mieszkania i zająć się psem lub kotem.

Jeśli chcecie nauczyć się nowych umiejętności i poznać wspaniałych ludzi, to każdemu polecam program workaway. W zamian za pomoc 3 – 4 godziny dziennie macie nieodpłatne mieszkanie i wyżywienie. Charakter wykonywanych zadań zależy od miejsca do jakiego traficie. My głównie pomagaliśmy na farmach, ponieważ praca ze zwierzętami sprawia nam największą radość. O naszym farmerskim życiu w USA możecie przeczytać tutaj.

Ubrania – kupuj rzeczy na lata nie na sezon

Nigdy nie byłam fanką markowych ciuchów, nigdy nie podążałam za modą i najnowszymi trendami z wybiegów. Bardziej liczy się dla mnie wygoda i jakość ubrań, niż nazwa na metce. Wychodzę z założenia, że wole kupić jedną porządną rzecz raz na trzy lata, niż tanie szmatki z sieciówek. Unikam jak ognia produktów made in China, Tajwan czy inny Bangladesz. Mając świadomość w jakich warunkach są produkowane, kosztem ludzi i dzieci, odechciewa mi się przykładania ręki do tego biznesu.

Jeśli kupuje nowe ubrania, to naprawdę mus być to dobra inwestycja. Taką właśnie inwestycją na lata jest dla mnie sweter z wełny alpaki +new wool, kupiony w Skandynawii za ponad 900zł, który będzie mi służył co najmniej 8 lat, czy płaszcz przeciwdeszczowy również duńskiej firmy za ponad 1000 zł, który będę miała kolejne 10 lat. Są to rzeczy produkowane lokalnie z najwyższej jakości materiałów. Jeśli chodzi o sukienki wizytowe to wybieram tylko polskie produkty. Nie są to rzeczy tanie, ale mam świadomość że wspieram lokalny biznes i kupuje coś, wykonane z najwyższej jakości materiału.

Rzeczy codziennego użytku kupuje od lat w secondhandach. Jestem fanką dawania rzeczom drugiego życia. Dodatkowo można trafić na swoiste perełki z dobrej jakości materiałów. W swojej szafie mam jedwabne bluzki, bawełniane t-shirty, wełniane i kaszmirowe swetry. Zawsze zwracam uwagę na miejsce wyprodukowania i wybieram tylko te, wyprodukowane w Europie lub USA. Ostatnie moje znalezisko to wełniane, tureckie poncho za całe 2 zł, wełniane grube skarpetki za 1 zł. W swojej szafie mam tylko tyle, rzeczy które jestem w stanie zmieścić w swoim 65 litrowym plecaku. Podróżowanie zmusiło mnie do minimalizmu i realnej oceny, co tak naprawdę jest mi potrzebne. Nie odczuwam potrzeby gromadzenia i zapychania szafy rzeczami w których nie będę chodziła.

Zamień auto na komunikację miejską

Wiem, że dla wielu z Was wizja jeżdżenia do pracy autobusem jest równie nierealna jak film science fiction. Nie musicie podejmować od razu tak radykalnych decyzji, jak zakup miesięcznego biletu na autobus. Polskie autobusy, szczególnie warszawskie są wyjątkową cholerą i traumatycznym dla mnie przeżyciem.

Aby zmniejszyć koszt paliwa, możesz znaleźć sobie współtowarzysza do codziennej drogi do pracy. Jestem przekonana, że na osiedlu na którym mieszkasz, co najmniej kilka osób jeździ do pracy w tą samą stronę co Ty. Dlaczego, by nie wystawić ogłoszenia na grupie na Facebooku lub po prostu nie wywiesić ogłoszenia na osiedlu, że chętnie zabierzesz kogoś do pracy swoim samochodem lub sam się dołączysz do kogoś.

Jeśli jesteś fanem rowerów, to również może być to dla Ciebie fajną alternatywą obniżenia kosztów. Nie dość, że zaoszczędzisz to jeszcze poprawisz swoją kondycję fizyczną i zrzucisz parę kilogramów. Trochę ruchu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Pozbądź się abonamentów i kart kredytowych

Weź kartkę i długopis i spisz wszystkie abonamenty oraz subskrypcje, które miesięcznie opłacasz, począwszy od oczywistych rachunków typu telefon, internet do takich dobrodziejstw jak netflix, cda premium, abonamenty na ebooki, programy komputerowe i itp. Teraz zrób rachunek sumienia i przyznaj, ile razy w miesiącu korzystasz z tego co oferuje Ci dany abonament? Czy oby na pewno jesteś kinomaniakiem, by oglądać kilka filmów tygodniowo, albo czytelnikiem miesiąca pochłaniającym setki stron ebooków tygodniowo? Może się teraz okazać, że wcale nie opłaca Ci się ponosić tych kosztów miesięcznie, a lepiej na tym wyjdziesz opłacając coś jednorazowo. Zamiast ebooka możesz kupić używaną książkę w wersji papierowej lub ją po prostu wypożyczyć. Zamiast netflixa możesz korzystać z youtuba lub darmowego cda. Nic się nie stanie jeśli przez pól roku czy rok nie będziesz na bieżąco z nowościami ze świata filmów.

To co przeczytaliście powyżej, to nie są tylko puste słowa i same liczby. To są prawdziwe dane i kwoty, które możesz odłożyć przy odrobinie konsekwencji i racjonalnym podejściu do pieniądza. Dzięki zastosowaniu tych wszystkich trików przez niecałe 8 miesięcy udało mi się zaoszczędzić na półroczne życie na Gwadelupie czyli około 26 tysięcy złotych. Już niedługo będzie można kupić mojego ebooka w którym podzielę się z Wami trikami, jak tanio podróżować przy niewielkim budżecie. Będzie to zbiór porad, trików, okazji, które zminimalizują koszta każdej podróży.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
0
0
    0
    Koszyk
    Twój koszyk jest pustyPowrót do sklepu
      Przewiń do góry