Poradniki

O KARAIBSKIEJ PODRÓŻY, KTÓRA ZMIENIŁA MOJE ŻYCIE

Jakie to oklepane hasło pomyślicie… banał. Tyle razy podróżowaliście i nie zauważyliście jakiejkolwiek zmiany w swoim życiu. Owszem, też tak sądziłam do momentu kiedy nie doświadczyłam tego na własnej skórze. I nie chodzi tu o wczasy w luksusowym hotelu czy szybki city break w Europie. Zapewniam, taka podróż na pewno nie wniesie niczego wartościowego do waszego życia, oprócz kilkunastu miłych wspomnień i uśmiechu na twarzy, że w końcu mogliście się wyrwać zza biurka i odpocząć. Chodzi mi o takie podróże w obliczu których musimy przewartościować swoje życie i pogląd na otaczający nas świat. Podróży do krajów w których każdy dzień jest darem od losu i okazją do tego, by cieszyć się otaczającym cię światem. Aby tego doświadczyć musisz zatopić się w życiu lokalnej społeczności i nauczyć się patrzeć na rzeczywistość ich oczami. Musisz żyć tak jak oni, kultywować ich zwyczaje, uczestniczyć w codziennych zadaniach i prowadzić długie rozmowy z każdym napotkanym na swej drodze człowiekiem. Musi to być samotna podróż podczas której oprócz malowniczych zakątków odkrywasz siebie na nowo. Wnikasz w swoje wnętrze i na nowo definiujesz swoje potrzeby. Dzięki takiej wędrówce w głąb siebie zaczynasz walkę z demonami przeszłości i swoimi słabościami. Taką właśnie walką o siebie i swoje szczęście był mój pobyt na Haiti. Podczas tej podróży odnalazłam w sobie tą dziewczynę z liceum, którą gdzieś w trakcie warszawskiego życia zgubiłam. Przez te wszystkie lata bardzo mi jej brakowało, jej dystansu do ludzi i świata, jej radości życia, optymizmu i determinacji. Wiedziałam, że jeśli po powrocie do Warszawy nie zmienię swojego dotychczasowego życia, stracę ją na nowo i tym razem bezpowrotnie. Nie mogłam do tego dopuścić, więc postanowiłam działać i ukryć ją na tyle głęboko, by nikt mi jej nie odebrał. I tak ta podróż zapoczątkowała lawinę zmian w moim życiu oraz doprowadzając mnie wprost na jedną z rajskich karaibskich wysp.

PUNKT PIERWSZY: POZBYCIE SIĘ NIEPOTRZEBNYCH RZECZY

Pierwszym krokiem do zmiany swojego życia była totalna wyprzedaż rupieci i innej klamotów z mojego domu. Mój kochany mąż patrzył na mnie ze zdumieniem jak fotografuje kolejny już mebel, ciuch czy figurkę i wystawiam na OLX. Ta podróż nauczyła mnie doceniać minimalizm i postanowiłam, że pozbędę się wszystkich niepotrzebnych rzeczy. Nie sądziłam, że jest to takie miłe, wręcz uzależniające uczucie. Z dnia na dzień twoja przestrzeń ustępuję miejsca wolności. Zawsze uważałam, że bibeloty w moim domu sprawiają, że czuję się bezpiecznie i jakoś tak swojsko. Dopiero teraz widzę, że prawdziwa wolność to poczucie, że idziesz tam gdzie chcesz i kiedy chcesz, pakując się w jeden plecak i nie martwisz się czy kubek z pieskiem oddasz babci Zosi czy cioci Krysi. Teraz z perspektywy czasu wiem, że robiąc z mieszkania fortecę chciałam tym samym ochronić się przed złem tego świata. Skutek niestety był odwrotny. Zamiast czuć się bezpiecznie to czułam się jak więzień we własnym domu, ponieważ te wszystkie graty odbierały mi przestrzeń życiową. Proces wyprzedawania wyposażenia mieszkania trwał pół roku i udało mi się sprzedać 90% wystawionych rzeczy, co uważam za swój handlowy sukces. Dzięki temu małymi krokami zbliżałam się do realizacji swojego celu bycia szczęśliwą.

RZUĆ PRACĘ I JEDŹ W ŚWIAT!

Kolejną fazą zmiany mojego życia decyzja o porzuceniu pracy. Pamiętam jak młoda dziewczyna, patrząc na moją mamę szykującą się codziennie do pracy na 8 rano, powtarzałam sobie że ja tak nie chcę. Prędzej wolałabym zejść z tego świata niż pracować „od do” przecież to musi być nieustający koszmar. Jak to być mogło, że ten koszmar stał się dla mnie jawą. Jakim cudem weszłam w ten schemat i tak długo w nim trwałam. Chyba zabrakło mi jeszcze wtedy na tyle odwagi i siły wewnętrznej by to zmienić. Postanowiłam, że zrobię sobie trochę wolnego od aktywności zawodowej i skupię się na pracy doktorskiej. Nie chciałam, by ktoś lub coś zburzyło to, co udało mi się odbudować. Los mi sprzyjał bo okazało się, że zostałam najlepszą doktorantką i otrzymam stypendium, które zapewniło mi minimalne miesięczne źródło dochodu. Podczas tych kilku miesięcy każdego dnia wracałam myślami do tych emocji jakie towarzyszyły mi na Haiti. Dojrzewała we mnie decyzja, by zostawić to europejskie „komfortowe” życie i przeprowadzić się na Karaiby. Pomimo, że kocham Haiti miłością pierwszą, to przeprowadzka tam na dłużej nie wchodziła w grę. Nie oszukujmy się każda emigracja pociąga za sobą szereg różnych formalności związanych z legalizacją pobytu, znalezieniem pracy czy mieszkaniem. Haiti jest specyficznym krajem przesiąkniętym korupcją w którym załatwienie czegokolwiek wiąże się z dawaniem łapówek i biurokratyczną szarpaniną. Dodatkowo problemy z podstawową opieką medyczną, nagminnym niewypłacaniem pensji przez pracodawców, kiepskie warunki sanitarne czy ryzyko chorób tropikalnych. To wszystko mogłoby stać się uciążliwe na dłuższą metę. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw mój wybór padł na Gwadelupę. Jedynym jeszcze wtedy, doświadczeniem związanym z tym krajem była rewizja osobista w drodze na Haiti, o czym pisałam tutaj. Gwadelupa jest departamentem zamorskim Francji więc zarazem Unią Europejską, takie trochę Karaiby w europejskim wydaniu. I tak o to jestem w tym swoim karaibskim raju, ucząc się życia na nowo.

CZEGO NAUCZYŁAM SIĘ PODCZAS MOJEGO POBYTU NA HAITI
Moja lista rzeczy, które ta podróż wniosła do mojego życia jest naprawdę bardzo długa. Podzielę się z wami tymi, które uważam za najważniejsze.
Doceniaj to co masz, walcz o to czego pragniesz. Źródłem szczęście w życiu nie jest wiara w dokonanie wielkich rzeczy. Ciesz się z małych drobiazgów i sukcesów bo to one powodują, że nasze życie jest wartościowe i szczęśliwe. Podążając za tym czego nie mamy, tracimy z oczu to, co jest naprawdę ważne. Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek będę cieszyła się z możliwości zjedzenia naleśnika czy z posiadania bieżącej wody pod prysznicem. Taki nieznaczący drobiazg na Haiti jak dwudniowy pobyt w hotelu, uszczęśliwił mnie na cały weekend.  Nauczyłam się szanować każdą kromkę chleba bo wiem, że na świecie są ludzie dla których ta kromka pozostaje jedynie pragnieniem nie do zdobycia. Ten wyjazd nauczył mnie ogromnej pokory do życia. Kiedyś z na jednej z kartek urodzinowych, koleżanka zapisała mi słowa Antoine de – Saint Exupery, „Pracując dla samych dóbr materialnych, budujemy sobie więzienie. Zamykamy się samotni ze złotem, rozsypującym się w palcach, które nie daje nam nic, dla czego warto żyć”. Teraz dopiero rozumiem znaczenie tych słów.

Kochaj ludzi i bądź kochanym. Całe swoje dotychczasowe życie żyłam w przekonaniu, że jestem samowystarczalna i ludzie nie są mi do niczego potrzebni. Mylić się jest rzeczą ludzką, tylko głupcy nie mylą się nigdy. Na Haiti rozumiałam, że siła człowieka tkwi w jedności ogółu. Bieda zbliża do siebie ludzi i umacnia relację. Każdy każdemu pomaga w miarę swoich możliwości. Raz ty mnie nakarmisz, potem ja nakarmię Ciebie. Dzięki temu nikt nie czuje się osamotniony. Model rodziny wielopokoleniowej powoduje, że każdy zna swoje miejsce. Starsi ludzie traktowani są z ogromnym szacunkiem, dzieci mają swoje obowiązki od małego uczą się pomagać starszym i słabszym. Wzruszającym gestem było dla mnie, jak moje przedszkolaki dzieliły się ze mną swoim posiłkiem. Raz jeden chłopiec przyniósł mi kawałek banana, raz dziewczynka poczęstowała mnie chrupkiem a nawet ofiarowano mi jeden makaron. Idąc do kogoś w odwiedziny zawsze dbano o to bym dostała drobny poczęstunek. Jeśli zdarzyło się, że w domu brakowało jedzenia to odmawiano za mnie modlitwę. Zwykła życzliwość ludzka sprawia, że człowiekowi żyje się lepiej.

Zamieniaj problemy w szanse. Problemy otwierają drzwi do zmian. Jestem daleka od przedstawiania lukrowanego życia i udawania, że każdego dnia cieszę się z widoku pięknych kwiatków na łące. Jesteśmy tylko ludźmi i każdy ma w życiu gorsze chwile. Raz odczuwamy stan załamania, zdenerwowania czy melancholii. Udawanie i emanowanie karykaturalnym wręcz staniem permanentnego szczęścia jest dla mnie sztuczne i nieszczere. Przyznam się przed wami, że przed swoją podróżą byłam w bardzo kiepskim stanie psychicznym. Czułam wypalenie zawodowe, stabilizacja stała się dla mnie więzieniem z którego nie widziałam szans na ucieczkę, a na domiar wszystkiego moja praca doktorska utknęła w martwym punkcie. Czułam się jakbym stała nad przepaścią wiedząc, że jeśli nie wyjadę, nie spróbuję czegoś nowego to spadnę w dół i roztrzaskam się na kawałki. Z każdym dniem mojego pobytu na Haiti zaczęłam dostrzegać nowe możliwości i szanse rozwiązania moich rozterek.  Jakby ktoś zdjął mi z oczu opaskę. Byłam w takiej euforii jakbym po latach ciemności w końcu zobaczyło światło. Może dlatego, że nabrałam dystansu do siebie i świata, spojrzałam z innej perspektywy. Nie mam pojęcia. Wiem natomiast jedno, aby dojść do takich wniosków potrzebowałam tych kilkudziesięciu samotnych wędrówek po górach, wieczorów spędzonych w gronie życzliwych mi ludzi i poczucia, że robię coś dla innych.

Pomagając innym pomagasz i sobie. Czynienie dobra sprawia, ze jesteśmy szczęśliwsi. Dla mnie największym kopniakiem motywacyjnym jest pomoc drugiemu człowiekowi. Największą radość sprawiało mi uczenie haitańskich dzieci języka angielskiego i polskiego. Ich uśmiech na twarzy, radość z każdego wypowiedzianego słowa w obcym języku i lawina pytań o nowe słówka, to wszystko jest największa nagrodą jaką mogłabym sobie wyśnić. Codziennie rano wychodząc do szkoły czułam pewnego rodzaju misję, że właśnie to jest ten moment kiedy mogę dać coś od siebie nie oczekując niczego w zamian. Wypełniałam sobie każdą wolną chwilę na to by zorganizować dla dzieci jakąś ciekawą pogadankę i opowiedzieć trochę o świecie. Wierzę, że dobro powraca, czułam że dostając tyle życzliwości od obcych mi ludzi, muszę dać coś w zamian. I tak zrodził się pomysł by zostać nauczycielem języka angielskiego na Haiti.

„Życie jest za piękne by żyć normalnie” M. Czubaszek. Jak ja uwielbiam tą kobietę i jej złote myśli, szkoda że już jej nie ma wśród nas. Któregoś wyjątkowo ciepłego wieczoru, kiedy słońce zachodziło za horyzont, a niebo przybrało różowo pomarańczowej barwy, zrobiłam przed samą sobą rachunek sumienia. Przecież to wybór, a nie przypadek decyduje o moim życiu, więc dlaczego by nie zaryzykować i go zmienić. Dlaczego to, czego doświadczam w tym momencie, ma stać się tylko wspomnieniem? Przecież to ja decyduje o tym jak ma wyglądać moje życie. Muszę otworzyć się na świat i dostrzec nowe możliwości, a na pewno uda mi się znaleźć światło w tunelu.

Dziel się swoją wiedzą z innymi i doceń swoją wartość. Czy ktoś z Was zastanawiał się nad tym, że mając darmową edukację jesteśmy szczęściarzami. Możemy dzięki temu zostać tym kim chcemy, iść drogą którą chcemy by czuć się spełnieni. Co by było gdybyśmy musieli za wszystko płacić? Gdzie bylibyśmy dzisiaj? Na Haiti edukacja w 80% jest prywatna, co wiąże się z tym, że większość dzieci nie chodzi do szkoły, bo ich rodziców na to nie stać.  Doceniłam to, co udało mi się osiągnąć, doceniłam każde trudne momenty, które ukształtowały mój charakter i stały się źródłem mojej siły. Zaczęłam dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi bo uwierzyłam, że mam coś wartościowego do przekazania. Chętnie przyjmowałam każde zaproszenie by opowiedzieć o swojej podróży i osobach, które tam spotkałam. Uważałam, że jestem coś winna tym ludziom, którzy tak ciepło mnie przyjęli do swojego grona.

Bo ważne jest by odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Pewnie wielu z Was doświadczyło uczucia wyobcowania i dyskomfortu w jakimś miejscu. Mieszkając tyle lat w stolicy, czułam się tak każdego dnia. Każdy z nas jest inny i wyjątkowy. Dla jednego rajem jest tętniące życiem miasto, a dla innego mały domek na wsi. Jedni widzą siebie spacerujących ulicami Nowego Jorku, a inni spacerujących po lasach Amazonii. Ważne jest by odnaleźć w życiu ten swój raj i zdefiniować gdzie czujemy się najlepiej. Najważniejsze jest by to „gdzieś” istniało, miejsce w którym jest wszystko to co kochamy i to co sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Ja mam to szczęście, że odnalazłam swój raj na ziemi, oddalony od Polski ponad 8 tysięcy kilometrów na małej karaibskiej wyspie. Życzę wszystkim tego samego, a przede wszystkim odwagi i siły by go odnaleźć.

 

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o
Dominika
Gość

Bardzo fajny artykuł! Dzięki temu, że zaczęłam czytać Twojego bloga, sama utwierdziłam się w wyborze pierwszego kierunku na moje „nowe życie po etacie”. Dziękuję! I, mam nadzieję, do zobaczenia niebawem na Gwadelupie! 🙂